Post-manifowe przemyślenia

manifaPodsumowując tegoroczną Manifę, warto spróbować odpowiedzieć na kilka pytań, które zostały zadane organizatorom i które rzeczywiście wymagają wyjaśnienia. Po pierwsze, dlaczego tegoroczne manifowe hasło dotyczyło przemocy? Po drugie, co przemoc ma wspólnego z art-recyclingiem, perfumami czy śpiewaniem? No i wreszcie – gdzie tu miejsce dla gender, które w trakcie miesięcy organizowania Manify biło rekordy popularności?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest dość jasna. Przemoc, i to nie tylko względem kobiet, ale każda – psychiczna, fizyczna, ekonomiczna – jest uniwersalnym problemem, który może dotknąć każdego: kobietę, mężczyznę, dziecko, feministę/kę, bogatego, biednego, prawicowca, klerykała itd. Zwłaszcza przemoc domowa, ta dziejąca się za zamkniętymi drzwiami, zamieciona pod dywan. Lęk przed przemocą łączy. Strach przed bólem, zwłaszcza tym fizycznym, jest wspólny każdej istocie żywej. Przemoc to coś, na co nie daje przyzwolenia nikt, kto szanuje życie. A przecież takich ludzi jest wielu, z lewa, z prawa, z centrum i spoza.

happening
Agu Oleynova

Kolejna kwestia jest już bardziej złożona. Przemoc przecież nie ma NIC wspólnego ani z perfumami, ani ze śpiewaniem, ani z art-recyclingiem, teatrem itd., a wręcz przeciwnie. I o to chodziło organizatorom. Poprzez formułę warsztatów czerpiących z kreatywności kobiet, bazujących na tym, co w opinii większości jest uznawane za „kobiece”, „domowe” czy wręcz „zniewieściałe” pokazane zostały trzy rzeczy:

Po pierwsze: kobiety mają wiele możliwości rozwoju, a zajęcia, które wydają się być „niepoważne”, hobbystyczne, niemające na pozór nic wspólnego ze tzw. „wielkim światem” mogą stać się sposobem na życie. Warsztaty miały na celu docenienie tych wyjątkowych „kobiecych” umiejętności i pokazanie, że dzięki zdolnościom artystycznym można zacząć na siebie zarabiać, czego żywym przykładem są dziewczyny je prowadzące.

Po drugie: feminizm nie jest „paleniem staników” czy „genderową propagandą”. Feminizm obejmuje także te sfery, gdzie kobiecość (o ile można o takiej w ogóle mówić, ale to temat na zupełnie inny tekst) jest najbardziej namacalna. Wydobywa na światło dzienne obszary, w których na przestrzeni wieków kobiety były obecne i istotnie tę obecność zaznaczyły, w których mogły się bez obaw rozwijać, tworzyć, kreować, być sobą na tyle, na ile to było możliwe… Stąd śpiew, pisarstwo, malowanie, moda, teatr itd. Feminizm oczywiście to też walka o parytety, politycznie zaangażowanie, ruch na rzecz mniejszości homoseksualnych itede, itepe, ale ma on różne oblicza. Tworzą go kobiety i mężczyźni o różnych zainteresowaniach, aspiracjach, różnym zapleczu intelektualnym… Z tej perspektywy jest w nim dużo miejsca dla sztuki, ekologii, piękna, mody, teatru.

W końcu po trzecie: wartości, które z sobą niosła tematyka warsztatów, stanowią kontrapunkt wobec przemocy. Są jawnym sprzeciwem wobec wszelkich prób zawłaszczenia człowieka przez człowieka. Bo gdzie, jeśli nie w sztuce w jej najszerszym rozumieniu, w myśli, kreatywności i twórczości, znaleźć można najgłębszą niezgodę na ograniczanie wolności? Bo tym przemoc jest – ograniczaniem wolności jednostki.

tecza
Agu Oleynova

 I ostatnie pytanie: gdzie podziało się gender?… Kiedy podejmowana była decyzja o zorganizowaniu, a w zasadzie – jak to ujęto w którymś z licznym post-manifowych artykułów prasowych – reaktywacji Śląskiej Manify, na tapecie była tematyka gender. Słowo gender pleniło się, odmieniane na wszelkie sposoby, wszędzie, przy każdej okazji, przez każdą możliwą opcję polityczną. Przez okres tych kilku jesienno-zimowych miesięcy, gdy organizatorzy usilnie starali się o pozwolenia, pieniądze, ustalali kwestie „przyziemne”, takie jak choćby „kto”, „gdzie”, „którędy”, pojęcie to urosło już w niektórych mediach do rangi ideologii, w dodatku faszyzującej, niebezpiecznej i deprawującej. Jego rzeczywiste znaczenie gdzieś zaczęło uciekać, niknąć w przemarszu jazgotliwej propagandy.

 W tej sytuacji zorganizowanie VII Śląskiej Manify w klimacie „genderoprzyjaznym” oczywiście było bardzo kuszące. Wyjaśnić, przybliżyć, co to jest, czym się, je, dlaczego etc. Stało się jednak inaczej…

 Meritum tegorocznej Manify było połączenie ludzi w proteście przeciwko przemocy i ukazanie tych aspektów polityki prokobiecej, które są jasne i wyraźne nie tylko dla osób zaangażowanych w feminizm, ale także dla tych, którzy zwyczajnie nie wiedzą, nie rozumieją, a może nawet – nie spotkali się nigdy z taką „opcją polityczną”. Zaistniała też obawa, że z powodu przesytu tym słowem ktoś może się zniechęcić. A przecież wszelkie niedopowiedzenia i kontrowersje narosłe wokół gender skutecznie mogłyby utrudnić odbiór idei, jaką jest zjednoczenie ludzi przeciwko przemocy i umożliwienie WSZYSTKIM kobietom zaistnienia na ich własny, wyjątkowy, niepowtarzalny i indywidualny sposób. Dlatego nie odbył się ani jeden wykład na temat tego, czym jest gender. Podczas samego przemarszu hasła w stylu: „gender jest fajny” oczywiście pojawiały się, ale sedno tegorocznej Śląskiej Manify leżało, z rozmysłem, zupełnie gdzie indziej. W przyszłym roku być może będzie zupełnie inaczej.

Agnieszka Rachwał-Chybowska

Tkalnia Słów