Czesław Miłosz – Obrona puszczy

Rozebrać Wawel na cegłę?

Temat Lasu

Czesław Miłosz, Tygodnik Powszechny: -- Rozebrać Wawel na cegłęEkolog w wieku lat dwunastu, rysowałem mapy mojego państwa, którego cała powierzchnia była lasem, i zaczytywałem się powieścią Mayne Reida o dziewiczych lasach nad Amazonką1.  Pewien wpływ na to mógł mieć prenumerowany przez mojego ojca „Łowiec Polski” oraz dyskusje o rewirach głuszca i łosia w Puszczy Rudnickiej. Faktem jest, że pionierami ochrony przyrody byli zawsze myśliwi, a że polowanie stanowiło niegdyś przywilej monarchów i książąt, dzięki nim zachowały się w Europie większe kompleksy leśne, następnie zmienione w parki narodowe – Forêt de Fontainbleau, Dolina Aosty, Białowieża (kiedyż wreszcie cała Białowieża zostanie uznana za park narodowy?). Od czasu najazdu Normanów na Anglię i Wilhelma Zdobywcy, który wprowadził drakońskie prawa, żeby chronić królewskie jelenie, w ciągu wielu stuleci trwała w różnych krajach Europy, to dogasając, to nabierając siły, walka o dostęp do lasu pomiędzy arystokracją i plebejuszami. Rewolucja Francuska wyraziła się nie tylko rozbijaniem młotami głów świętych na romańskich portalach, również mordowaniem w lasach wszystkiego, co biega i lata.

Inne też spięcie znaczy dzieje lasów europejskich, pomiędzy wolą ich zachowania i zapotrzebowaniem na drewno. Potęgę Wielkiej Brytanii, wyspy, zapewniały okręty, surowcem do ich budowy było drzewo, ale tylko wysokiego gatunku, przede wszystkim dębu, na wiązania kadłuba. Ubytek lasów dębowych utrwalił się w piśmiennictwie angielskim debatami w szesnastym i siedemnastym wieku. Wahania rynku drzewnego w Anglii, głównie cen na dąb i sosnę masztową, nie były bez związku ze spławem drzewa Niemnem i Dźwiną. Bardzo wysokie ceny w okresie Rewolucji Francuskiej skłoniły do przyśpieszonego cięcia resztek puszcz i bogacenia się niemieckich kupców w Rydze.

Słowo „las” wywołuje dzisiaj inne skojarzenia niż kiedyś. Lasy w dawnej Polsce na przykład były mieszane, z przewagą dębu wysokopiennego, grabu i lipy, czyli miały niewiele wspólnego z chudymi sosenkami, które zajęły ich miejsce. Narzekania w „Satyrze” Kochanowskiego znaczą, jak się zdaje, moment, kiedy wycięto w Polsce lasy liściaste. Trudność ich odtworzenia i szybszy cykl wzrostu drzew iglastych zmieniły krajobraz. Przedmiotem hodowli w krajach od stuleci prowadzących gospodarkę leśną są najszybciej opłacalne rodzaje budulca. Tak też w Japonii. Kyoto leży wśród pagórków otoczonych ogromnymi lasami cedrowymi, sadzonymi gęsto, co chyba świadczy o zapotrzebowaniu tamtejszego drewnianego budownictwa mieszkaniowego na drągowinę raczej niż belki.

Las przemawia do wyobraźni i w poezji wielu języków dostarcza obrazów mitycznych. W angielskim jest to mit wesołych buntowników, panów z drużyny Robin Hooda, czy podobnych do nich dworzan wygnanego księcia, rezydujących w Lesie Ardeńskim u Szekspira. W języku polskim łączą się, grottgerowsko, las i powstanie. Ale co znaczy Matecznik u Mickiewicza? Trochę dziwne, że mimo wielu studiów o „Panu Tadeuszu” nie zastanawiano się, jaki jest rodowód i prawdziwy sens legendy o sercu puszczy. Nie przyszłoby do głowy klasykom wzruszać się jakimiś bagnami i wykrotami, czyli bardzo to już romantyczne, spokrewnione z powieściami Fenimore Coopera, którego uważano wtedy za wielkiego pisarza, a także z krajobrazami dzikiej amerykańskiej przyrody pędzla romantycznie nastrojonych malarzy. Gdyby nawet istniało takie pokrewieństwo, sprawa na tym się nie kończy i można oczekiwać pokaźnego rozmiarami dzieła o głębszym uczuciowym znaczeniu tej legendy.

Uratować Puszczę

Jacek Karczmarz (cc by 3.0)
Jacek Karczmarz (cc by 3.0)

„Kiedyż wreszcie cała Białowieża zostanie uznana za park narodowy?” Używam mego pióra w nadziei, że jednak, pośród zażartej walki polityków, nie mających czasu ani energii na sprawy trwające dłużej niż ich kadencje, można skutecznie przypomnieć o czymś, co dotyczy wspólnego dobra wielu pokoleń.

Mam przed sobą „Projekt utworzenia Parku Narodowego Puszczy Białowieskiej”, opracowany przez Włodzimierza i Bogumiłę Jędrzejewskich z Zakładu Badania Ssaków PAN w Białowieży, złożony we wrześniu 1994 roku w Ministerstwie Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Zarazem w „Kulturze” paryskiej z grudnia 1995 roku czytam alarmujący artykuł Piotra Daszkiewicza „Puszcza Białowieska nie może zginąć”, zaopatrzony w motto z pism szwajcarskiego malarza i ekologa, Roberta Hainard: „Walczyć o przyrodę, to uniknąć potępienia człowieka”.

Jakże więc jest dzisiaj z ostatnim w Polsce lasem królewskich łowów? Cytuję z „Projektu”: „Puszcza białowieska to ostatni fragment naturalnych lasów liściastych i mieszanych, które w Europie zajmowały niegdyś obszar od Atlantyku do Uralu”. Tylko więc tam można przekonać się, jak wyglądały dawniej polskie lasy. Nigdzie indziej nie występuje też tyle gatunków roślin (dotychczas opisano 4500), zwierząt, ptaków i owadów. Nigdzie indziej naukowcy nie mogą obserwować procesów ekologicznych lasu, nie zniekształconych przez człowieka. Badania posłużyły im do napisania 2500 prac naukowych. „Często są to prace o podstawowym znaczeniu dla nauki światowej”. Zbierane są materiały do dalszych opracowań.

Jagiellonowie lubili polować, ale ich następcy również dbali o tę leśną wyspę. „Celowa, trwająca ok. 500 lat, ochrona Puszczy, prowadzona konsekwentnie od czasów Jagiellonów aż do I wojny światowej, to pierwszy i jedyny przykład ochrony przyrody przez stulecia”. W tym względzie nic się nic zmieniło po rozbiorach, bo Puszcza była chroniona jako teren łowiecki carów. Ciąć zaczęli dopiero Niemcy podczas I wojny i wywieźli 5 milionów m² drewna. Po odzyskaniu niepodległości utworzono w 1921 r. Białowieski Park Narodowy, ale zajmuje on zaledwie 8 procent powierzchni polskiej części Puszczy. Zniszczona wojną Polska potrzebowała pieniędzy i oddała w latach 1924 — 1929 eksploatację Anglikom, którzy wycięli 1,6 miliona m² drewna, następnie zajmowało się nią polskie leśnictwo, wycinając 8,4 miliona m². Okupacja sowiecka też dokonała „poważnych zniszczeń”, natomiast za II wojny światowej Puszcza była chroniona jako „Reichjagdgebiet” Göringa.

Obszar tak się teraz przedstawia. Puszcza po polskiej stronie liczy 595 km², z tego na Park Narodowy przypada 53,5 km², na rezerwaty przyrody 23,3 km², to znaczy pod ochroną jest razem 13 procent powierzchni. Resztę stanowi tzw. las gospodarczy. Natomiast cala puszcza po stronie białoruskiej (880 km²) została w 1991 roku objęta parkiem narodowym pod nazwą „Bełoweżskaja Pušča”, w większości złożonym z rezerwatów przyrody. Dopóki cala polska część nie będzie objęta parkiem, niemożliwe jest ujednolicenie zasad zarządzania.

Dewastacja części „gospodarczej” polega przede wszystkim na wycinaniu starego drzewostanu i zastępowaniu go innymi gatunkami, iglastymi. Średni wiek lasów gospodarczych obniżył się do 70 lat, w Parku Narodowym natomiast jest prawie dwa razy wyższy, 130 lat. W lesie gospodarczym przeważają już sosna i świerk, w Parku Narodowym dąb, grab, lipa, brzoza, olcha, jesion.

Ogrzewanie węglem osiedli i miasteczek w Puszczy zatruwa powietrze dwutlenkiem siarki. Zagrożenie latem określa się jako niskie, zimą — jako średnie Gorzej jest z zanieczyszczeniem wód. Dwie rzeki Puszczy, Narewka i Leśna, zbierają ścieki z miasteczka Białowieża (może budowa oczyszczalni jest już zakończona?) i z Hajnówki. „Leśna, przepływająca przez całą puszczę, poniżej Hajnówki jest biologicznie martwym, cuchnącym ściekiem”.

Dlaczego nie włączono Puszczy do Parku Narodowego, jeżeli Białorusini zdobyli się na to w 1991 roku? Zdawałoby się, że skromny nawet zakres koordynacji z sąsiadem prowadziłby wtedy do takiego rozwiązania. Oczywiście argumentem przeciwników Parku jest potrzeba pieniędzy z eksploatacji lasu gospodarczego. Zysk przeciwko ochronie przyrody — to przecie stałe przeciwieństwo we wszelkich debatach toczonych w różnych krajach, ale świadomość zniszczeń dokonywanych przez człowieka datuje się dopiero od niedawna, podczas gdy chciwość zysku działała przez wieki, nie znajdując prawie żadnych granic (poza, tu i ówdzie, wolą monarchów). Nie z innego powodu znikły puszcze na wschodnim brzegu Ameryki, a obecnie każdego dnia ubywa dziewiczego lasu nad Amazonką, z groźnymi następstwami dla klimatu naszej planety. Najprościej byłoby powiedzieć, że to drapieżny kapitalizm, nie znający żadnych innych względów poza zyskiem, występuje jako niszczyciel. Jednakże szkody wyrządzone środowisku naturalnemu przez zakłady przemysłowe w Związku Sowieckim są nieporównywalnie większe niż w krajach kapitalistycznych. Faktem jest również, że ruch ekologiczny powstał właśnie w krajach Zachodu i doprowadził do wielu pożytecznych inicjatyw, jak choćby skuteczna walka z zanieczyszczeniem wód w Szwecji i Anglii.

Pieniądz motywuje postępowanie nie tylko przedsiębiorców. Również ich robotnicy są bezpośrednio zainteresowani w działaniu jak najbardziej agresywnym danej firmy. Dobrym po temu przykładem jest wojna o lasy redwood czyli Sequoia sempervirens w północnej Kalifornii. Drzewa te, które dosięgają ponad tysiąca lat wieku i rosną w strefie mgieł wzdłuż brzegów Pacyfiku, zostały prawie całkowicie wycięte w Kalifornii środkowej, natomiast zwarte, nietknięte drzewostany zachowały się jeszcze na północy, koło granicy stanu Oregon. Od paru dziesiątków lat ekologowie czyli konserwacjoniści toczą wojnę przeciwko wielkim korporacjom chciwym dostępu do bogatych zapasów drewna, ale te nie są bynajmniej osamotnione w swoich staraniach. Przeciwnie, opinia publiczna częściowo tylko zwraca się przeciwko ich zachłanności, bo ludność tamtejszych miasteczek, żyjąca z pracy przy wyrębie drzewa i w tartakach nienawidzi ekologów, jako że im więcej lasu udaje się im ochronić, tym większe bezrobocie. Los redwoodów i tamtejszej fauny zależy od fluktuacji politycznych. Zwycięstwo w wyborach Partii Republikańskiej, wrogiej państwu opiekuńczemu, oznacza porażkę ekologów, triumf przedsiębiorstw wyrębu i wiele tysiącletnich drzew padnie ofiarą tak a nie inaczej wypełnionej kartki wyborczej. Prawdopodobnie ta sama zasada, niczym nie skrępowanej prywatnej inicjatywy, działa przy pustoszeniu dorzecza Amazonki, gdzie zainteresowani w uzyskaniu wolnej ręki są nie tylko inwestorzy, również okoliczni osadnicy, którzy znajdują zatrudnienie piłując, karczując i budując drogi.

W dyskusji o Parku Narodowym w Białowieży powtarzają się klasyczne już racje, choć, zdawałoby się, że gdzie nam do bogactw Amazonki, i że tak już wielkiego wstrętu do państwa opiekuńczego me mamy. Czy państwo czerpie duże dochody z wycinania lasu gospodarczego — jest dość wątpliwe. Według „Projektu” Jędrzejewskich, „w 1993 r. całkowity dochód z gospodarki leśnej w Puszczy Białowieskiej wyniósł 48,5 mld starych złotych, a koszty poniesione na tę działalność wyniosły 50 mld starych złotych”. W swoim artykule Piotr Daszkiewicz wysuwa ciekawą propozycję dla państwa, jeśli szuka ono źródeł szybkiego dochodu. Oto można by było sprzedać Wawel na cegłę — pomyśleć, ile tych cegieł i jaką furę pieniędzy można by było za to dostać! Czyż Puszcza Białowieska — zapytuje autor — nie równa Wawelowi jako zabytek, i to nie tylko polski, ale ogólnoeuropejski?

Z pewnością ludność Hajnówki i innych puszczańskich miejscowości wypowiada się przeciwko rozszerzeniu parku, bo oznaczałoby to dla niej znaczną stratę zarobków. Być może jednak należałoby tutaj odważyć korzyści na krótką metę i na dalszą metę, bo przecież wielki park narodowy przyciągałby turystów z całej Europy, czyli korzystałby cały sektor usług — hotele, restauracje i tak dalej. Niektóre kraje doceniają już gospodarcze znaczenie swojej chronionej przyrody. Do nich należy Kostaryka, specjalizująca się w turyzmie ekologicznym, jako że niewiele jest już miejsc na ziemi, gdzie dzięki mądrości ustawodawców ocalał las tropikalny i jego fauna.

Będąc niedawno zaproszony na jakąś sesję naukową w Kostaryce, zwiedzałem jeden z rezerwatów i krążąc z lornetką dookoła drzewa zaliczyłem dwa gatunki tukanów. Trzeba jednak od czasu do czasu pomyśleć o ziemi, którą będą oglądać inni. Nieprawda, że nie będzie nas, będzie las. W Polsce, ubogiej w lasy, „prawdziwego” lasu wiele z tych, co są dzisiaj dziećmi, nigdy nie zobaczy i jeżeli Wawel gości wycieczki młodzieży, tym bardziej warto im zapewnić wycieczki do lasu takiego, jaki niegdyś pokrywał cały obszar ich rodzinnego kraju „Najbliższe lata pokażą — pisze Piotr Daszkiewicz — czy Puszcza Białowieska zdoła przetrwać arogancję i niekompetencję władzy. Co można zrobić, żeby uniknąć katastrofy? Czy możliwa jest ochrona przyrody wbrew polskiej władzy? Co robić, gdy zawodzą mechanizmy demokratyczne? Wydaje się, że ostatnią już możliwością ratowania białowieskich lasów jest mobilizacja międzynarodowej opinii publicznej. Nie jest to perspektywa zbyt miła dla polskich decydentów”.

Jeżeli potrafię przejąć się losem krajobrazów, których nie będę już oglądał, to znaczy, że wbrew liczbie przeżytych lat zachowałem coś ze świeżości uczuć. A przejmuję się niby świętej pamięci mój kolega Kisiel i na łamach „Tygodnika” daję temu wyraz.

Czesław Miłosz


1 „Puszcza wodna w lesie” – tak dźwięcznie, choć niezbyt poprawnie, tłumaczono tytuł „Afloat in the Forest, or A Voyage among the Tree Tops”, by Captain Wayne Reid, 1889.